TELEPORADY w POZ!!! podstawowym narzędziem pracy zapewniającym bezpieczeństwo pacjentów TELEPORADY w POZ!!! podstawowym narzędziem pracy zapewniającym bezpieczeństwo pacjentów TELEPORADY w POZ!!! podstawowym narzędziem pracy zapewniającym bezpieczeństwo pacjentów
COVID w przychodni - paraliż systemu
Biuro Federacji PZ, 2020-09-24 10:14:40

Jeden zakażony lekarz, cały personel w kwarantannie, zamknięta przychodnia i 15 tysięcy pacjentów pozbawionych opieki medycznej co najmniej przez tydzień - taka sytuacja od piątku ma miejsce w Działdowie na Warmii. Na tym przypadku jak w soczewce widać wszystkie absurdy i luki systemu, a także problemy, z jakimi przyjdzie się zmierzyć jesienią w wielu innych miejscach.

W piątek Arkadiusz Smolicz, lekarz rodzinny z Działdowa, otrzymał wynik testu w kierunku koronawirusa, który wykonał z powodu niepokojących go objawów. Był dodatni. Okazało się, że zakażona jest także jego asystentka. Przychodnię trzeba było zamknąć, a cały personel został objęty kwarantanną. Jak dobrze pójdzie, to na tydzień, ale nie można przewidzieć, czy zakażonych wśród personelu nie przybędzie i czas kwarantanny się przedłuży.
- Nasza przychodnia ma pod opieką 15 tysięcy pacjentów, czyli większość w ok. 20-tysięcznym miasteczku - mówi lekarz. - NFZ zwrócił się do innych podmiotów POZ, żeby przyjmowały w tym czasie naszych pacjentów, ale jest to niewykonalne, tej luki po prostu nie da się zapełnić, jest to niemożliwe. Większość pozostanie bez opieki, a są wśród nich zapewne także pacjenci covidowi, bo mamy w tej chwili bardzo dużo przypadków. Zdaniem lekarza, wprowadzone ostatnio rozwiązania spowodowały, że system opieki nad zakażonymi koronawirusem zupełnie nie działa. Trudności pojawiły się już na początku września, gdy na lekarzy POZ nałożono obowiązek kierowania na testy.
- Szybko się okazało, że nie jest to przygotowane nawet od strony technicznej: system się dosłownie „zatkał” i przez pierwsze dwa tygodnie skierowanie kogokolwiek na test graniczyło z cudem - relacjonuje Arkadiusz Smolicz. - Potem się to poprawiło, ale ujawniły się kolejne problemy. Załatwienie pacjentowi wymagającemu hospitalizacji transportu i miejsca w szpitalu zajmuje nawet 4 godziny. Karetka covidowa nie przyjedzie, jeśli nie ma wyznaczonego miejsca, do którego ma zawieźć pacjenta. A co zrobić, gdy obdzwaniamy wszystkie okoliczne szpitale, a miejsc po prostu nie ma? Już teraz ich brakuje, strach pomyśleć, jak to będzie dalej. Moim zdaniem to nie lekarz powinien się zajmować szukanie miejsc dla chorych, ale służby wojewody, na bieżąco monitorujące sytuację w szpitalach zakaźnych w województwie. Rola lekarza powinna się tu ograniczyć do zgłoszenia pacjenta.

Arkadiusz Smolicz, choć sam jest chory, myśli o tych wszystkich pacjentach, u których potwierdzono zakażenie oraz o tych, którzy mogą być zakażeni, choć o tym nie wiedzą. Przecież nie wszyscy z objawami infekcji są kierowani na test. Nie ma także wątpliwości, że jakiekolwiek środki zabezpieczeń w stu procentach uchronią przed zakażeniem koronawirusem.
- W naszej przychodni stosujemy bezwględnie wszystkie procedury, przyjmowałem każdego pacjenta w odpowiedniej odzieży, przyłbicy i masce, a i tak zachorowałem - dodaje lekarz.




ZWIĄZKI      LINKI      PARTNERZY      REKLAMA      KONTAKT